Zamki

Nadszedł ranek. Bulma od 2 godzin nie spała, cały czas myślała o Vegecie i o jego odlocie , w międzyczasie robiła śniadanie. W samotności czekała aż przyjdzie.
-Nie pójdę go budzić. Będzie wtedy wrzeszczeć. A nie chcę mieć już zepsutego całego dnia. –Vegeta wszedł do kuchni bardzo zadowolony. Była zdziwiona.
-Śniadanie jest na stole.
-Widzę, nie jestem ślepy.
-Cieszę się, smacznego. –Wyszła do laboratorium, chodź nic nie musiała robić. Poszła tam bez celu. Tymczasem Vegeta myślał o swoim odlocie w kosmos.
-Wylatuje za pięć godzin. Dlaczego za pięć! Jakbym nie mógł za godz. Dodatku nie mogę ćwiczyć. Grrr… Lepiej pójdę zobaczyć jak Dr.Briefis idzie. – W drodze do Mr.Briefisa próbował natknąć się na Bulme. Lecz zamiast niej natknął się na Mst.Briefis.
-Dzień dobry Vegeta, Poczęstujesz się ciasteczkiem?
-Nie dziękuje.
-Wiesz może gdzie jest Bulma?
-Nie. –Szybko zaczął zmierzać w kierunku Mr.Briefisa. W końcu doszedł do jego laboratorium. Otworzył drzwi.
-Da się jakoś przyspieszyć ten wyjazd?!?!
-Tak.
-To dlaczego powiedziałeś, że za 5 godzin…
-Jeżeli przyspieszę to polecisz na krócej.
-Na ile?
-Na 6 miesięcy. –Vegeta od razuzaczął myśleć.
-Na pół roku. To krócej niż chciałem… Ale już dłużej nie wytrzymam jak Mnie zaczepi Bulma, albo Mst.Briefis.” –Bez większego namysłu zgodził się. –Za godzinę będę gotowy, i przyjdę. –poszedł się przyszykować. Oraz powiedzieć Bulimię którą w końcu znalazł w laboratorium. Widział, że płakała, była cała czerwona
-Za godzinę lecę. –Mruknął oschle.
Wziął szybki prysznic i przebrał się. Wszedł gotowy do statku. Bulma nie chciała pokazywać się w takim stanie jakim była, lecz musiała pomóc, pozbierał się jak tylko umiała.
Wszystko już było gotowe. Statek już poleciał. Niemiała na nic ochoty. Szybko przeszedł ten dzień, nadszedł wieczór. Bulma siedziała jeszcze w ogrodzie. Przez ten czas patrzyła na gwiazdy.
Tymczasem Vegeta ustawił kurs na planetę Ren, i poszedł ćwiczyć.

Komentarze są wyłaczone

stat4u