-Proszę – powiedziałam cicho.
Wszedł Deidara.
-Pein nas woła.
-Już idę.
Powlokłam się za nim.
~Czego to próchno może chcieć ode mnie
Dotarliśmy do jego gabinetu. W środku był już Hidan i Tobi. Zajęliśmy miejsce obok nich. Za nami wszedł Uchiha. Zmroził mnie wzrokiem, a ja pokazałam mu międzynarodowy znak pokoju i wsytawiłam język.
-A więc tak, musicie iść wszyscy na misję. Tobi ty nie idziesz – dodał widząc jego zapał. – Waszym celem będzie sprowadzenie do Akatsuki Shizuny Ayashi. – Podał nam zdjęcie dziewczyny. – Misję mają wykonać Deidara i Hidan, ty Asuke masz się przyglądać, a Itachi będzię cię bronił w razie niebezpieczeństwa.
Zmierzyliśmy się wzrokiem i prychnęliśmy.
-Asuke zostań na chwilę.
Wszyscy wyszli oprócz mnie.
-Trzymaj i uważaj.
Rzucił w moją stronę pochwe z kunai. Wyszłam z gabinetu i ruszyłam do pokoju po płaszcz.
Spotkaliśmy się wszyscy niezadowoleni przed wyjściem. Deidara chciał iść z Sasorim, Itachi nie chciał mnie bronić, ja chciałam zostać w organizacji, jedynie Hidan był szczęśliwy, bo idzie gdzieś ze mną. Ruszyliśmy w stronę wioski Suna-Gakure. To przywoływało tyle wspomnień. Nie chciałam tam iść, jednak zaciągnięta siłą odwiedzę stare śmieci. Chciałabym zobaczyć wszystkich. Jednak nie mogę się zdradzić. Dziewczyna, po którą szliśmy była kiedyś moją przyjaciółką. Jedynie po nazwisku i imieniu udało mi się ją rozpoznać. Z wyglądy nie przypominała już małej Shizuny-chan. Była śliczna i utalentowana. Znowu będę jedyną, która nic nie umie w tej zakichane organizacji. Podczas tej 10 letniej tułaczki po świecie mieszkałam u pewniej kobity, która była wyśmienitym ninja, jednak nie chciała mnie uczyć, bo powiedziała, że kobiety nie powinny walczyć. Uczyła mnie jedynie panowania nad moją wilczycą i podstawowych rzeczy z zakresu medycznego jutsu. Kiedy pewnego razu na nas napadnięto, nie miałam nawet jak jej pomóc. Uciekłam jak mi kazała, gdybym wtedy umiała walczyć na pewno by żyła dalej, a ja mieszkała bym z nią zamiast być tutaj. Jedynym plusem mojeog pobytu jest to, że mogę przebywać z moim bratem Sasorim.
-Asuke – ktoś szturchnął mnie w ramie. Odwróciłam się, to był Deidara. – Chodź ze mną, będziemy razem patrolować z góry.
-Hai.
Nogi mi wlazły do dupy, na szczęście będę mogła usiąść.
Deidara przeżuł trochę gliny tymi buziami umieszczonymi na rękach i wypluł z nich ptaka. Po chwili przed nami stało ogromne ptaszysko. Pomógł mi wejść na niego. Uczepiłam się ptaka by nie spaść i ruszyliśmy w górę. Deidara cały czas stał, a ja na chwilę przymknęłam oczy.
~Tylko chcwilę się zdrzemnę.
Obudził mnie wybuch czegoś. Zaczeliśmy lądować. Byłam okryta płaszczem Deidary. Wylądowaliśmy, a ja zeszłam z jego pomocą z ptaszka.
-Arigatou – mruknęłam.
-Deidara, ty się zajmiesz Asuke, a ja z Hidanem idziemy po tą dziewczynę.
-Nie – wszyscy spojrzeli na mnie. – Ja chcę to zrobić, ona jest moją przyjaciółką.
-Dobrze – mruknął Itachi i usiadł pod drzewem.
Zdjęłam z siebie mój płaszcz i weszłam do wioski. Wszyscy biegali i krzyczeli, że Akatsuki się zbliża.
-Przepraszam – zatrzymałam jakąś kobietę – wie pani może gdzie znajdę Ayashi Shizunę?
Kobieta wskazała mi dom. Ruszyłam w jego stronę pełna smutku.
~Ciekawe, którzy z nich to moi dawni przyjaciele.
Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi Ayashi. Po oczach popłyenły mi łzy. Dziewczyna patrzyła się na mnie dziwnie. Jednak po chwili już trzymała mnie w swoich ramionach. Ona mnie rozpoznała.
-Asuke-chan, jak to dobrze… – pokręciła głową z niedowierzenia.
~Ale kaszana, nie chcę tego robić.
Cały czas czułam się pod presją. Wiedziałam co będzie jak tego nie zrobię.
-Shizune-chan – przerwała mi.
-Asuke-chan, schowaj się u mnie podobno jest tu Akatsuki – szybko wepchnęła mnie do swojego domu.
-Shizune-chan to nieprawda, to jacyś przebierańcy chodź ze mną proszę, chcę ci coś pokazać.
Dziewczyna popatrzyła na mnie nieufnie.
-Asuke-chan, ty chyba nie jesteś z nimi? – Powiedziała wycofując się.
~Jaka ona jest bystra…
-Shizune-chan proszę dołącz do nas, jest naprawdę eee…. fajnie
-Asuke-chan przecież to mordedrcy! – Rzcuiła we mnie kunai’em. – Czy ci coś na mózg padło?!