Perlista łza spływa obok nosa wytartą ścieżką, Natepna zaraz za nią, myśląc jak zawiniła W mętliku łgarstwa i niedomówień. Leżę na wznak. Spoglądając w Ciebie. W twarz Twoja zaklętą w papierze. Ślepia masz puste Jak serce Twoje. Palce nie drgają w zawziętej nienawiści. Czym jesteś…? Jak żyjesz…? Pytania rozsiewam choć w gruncie…
Kochana, wyszedłem dziś z domu wieczorem na plaże Pooddychać świeżym powietrzem oceanu W parterze słońce dopalał się chińskim obrazkiem, A obłok się piętrzył jak wieko fortepianu. Dawno, latami smakowałaś daktyle i pomarańcze, Rysowałaś tuszem, czasami śpiewałaś. Trwałaś ze mną, ale odleciałaś z wykształconym architektem A sadząc z maili koszmarnie zgłupiałaś.
Rozwierasz szeroko drzwi Lecz obok Twojego ramienia, Niezauważalnie Przechodzi Kostucha, Co wlasną pracę spełniła; Odziana w czerwoną szatę Z kropelek ludzkiej posoki. Płynie nad brukiem skostniałymi nogami, Co ucięte zdaja sie przez wiatr. Wymija mnie i patrzy w ma dusze, Chce mnie zapamiętać, Z pewnoscia powroci… Przechodzę przez drzwi; Swoisty zapach pustki drażni mi nozdrza.